niedziela, 21 sierpnia 2016

Tahini, czyli masło sezamowe o smaku chałwy! (LC, LCHL, redukcja)

Tahini, czyli masło sezamowe o smaku chałwy! (LC, LCHL, redukcja)

Ostatnio stało się ono bardzo popularne w polsce, jednak też – jest stosunkowo drogie.. Wpałem na pomysł jak zrobić własnie Tahini, czyli coś podobnego do masła orzechowego, ale na konsystencję chałwy :)

Składniki -

Sezam (do kupienia np. Na www.badapak.pl, 12zł/kg wiec wychodzi tego bardzo dużo :)
ja dałem na próbę 200g. Są też gotowe Masła sezamowe, ale cena odstrasza 12zł za 180g.
Olej kokosowy – 20g
Łyżka erytrytolu
Kapka (50ml wody, jeśli zalezy nam na smaku można dodac jakiegoś mleka bez laktozy)

Całośc oczywiście zrobiłem bez dotknięcia patelni.

Sezam wrzuciłem do rozdrabniacza, dodałem łyżkę erytrytolu i olej kokosowy i zacząłem rozdrabniać. Na sam koniec dodałem jeszcze kapkę wody i znów powtarzałem czynność. Zajęło mi to gdzieś 20 minut. W naszym naczyniu powinno wyjść coś na kształt masła orzechowego, warto sprawdzić czy ziarna się dobrze zmieliły :).

Wszystko przekładamy do słoiczka i pakujemy na noc do lodówki. Rano olej kokosowy powinien nam fajnie zastygnąć i powinna się zrobić konsystencja chałwy :).

Wyszły mi z tego 4 porcje, które ochoczo zajadam albo z ziemniakami, albo z batatami – w protokole carb back loading :).

Makro (porcja)

KCAL: 365
B: 11
W: 1,1 !

T: 35





Najprostsze leczo na koksie! [LC, keto, LCHL, redukcja]

Najprostsze leczo na koksie! [LC, keto, LCHL, redukcja]

Fajna alternatywa dla niektórych moich podopiecznych, którym już zbrzydło mięso z sałatkami. Pamiętajcie, że macie mnogość pomysłów. Jeśli w moich zaleceniach jest napisane mięso + warzywa + źródło tłuszczu, to możecie zawsze do mnie napisać jak sobie urozmaicić ten posiłek.
Jednym z takim urozmacenem jest własnie to leczo :)
A ,że papryka skonczyła być na poziomie cenowym kurczaka – warto ją teraz kupić skoro kosztuje 4zł/ kg.

Składniki (na cztery porcje!)

Pomidory – 600g
Papryka czerwona – 800g
Papryka żółta – 200g
Boczek wieprzowy wędzony – 240g
Kiełbasa (kupowana na targu, nie w makecie) – 320g

Przyprawy:
kurkuma, pieprz kajenski, sól himalajska, pieprz.

Wszystkie warzywa kroimy i wrzucamy do garnka z niewielką ilością wody, całość dusimy około 15-20 minut do uzyskania miękkości.
Mięso kroimy w kosteczkę i smazymy na paleni. Wszystko wrzucamy do garnka z warzywami i podduszamy razem okolo 10 minut, na sam koniec wrzuciłem 2 łyżeczki kurkumy (po prostu ją uwielbiam!) i 2 łyżeczki pieprzu kajenskiego.

Bum i mamy 4 porcje jedzenia zrobione w 30 minut :).

Makro (w porcji)

KCAL: 486
B: 20
W: 12 (sam błonnik!)
T: 37g






poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Jak nie przytyć na wakacjach [ART]

Jak nie przytyć na wakacjach [ART]

Dawno nic nie pisałem, jeśli chodzi o jakieś moje dłuższe wywody.

Wszystko jest pięknie w okresie kiedy pracujemy nad sylwetką. Kilogramy lecą w dół, sylwetka się poprawia. Jestesmy gotowi do wyjścia na wakacyjną plaże.

Po całym roku ostrego zapierdalania, decydujemy się na urlop. Pakujemy walizkę, zamawiamy Last Minute, i już trzy dni później jesteśmy w odległym kraju. Aż tu nagle wchodzimy na stołówkę i dup. Allinclusive.

Chwilowy skręt kiszek, i już siedzimy z talerzem na kolanach jedząc wszystko, nawet talerz. Tydzien swawoli, wchodzimy na wagę i nagle... 7kg więcej.

Mam kilka rad dla Was które sam stosowałem na wyjeździe. Byłem w Bugłarii, a jednak jedzenie Bułgarów bardzo się rózni od tego co jem na codzien. Były słone sery, chude mięsa, mało orzechów, o maśle orzechowym oraz oleju kokosowym nigdy nie słyszano. Zamiast masła – margaryna. A chleb w dwóch odmianach, pszenny z karmelem i pszenny bez karmelu. Z mięs – mielonki, kiełbasy. Czyli jesteśmy w dupie. Skoro mamy Allinclusive, to chyba nie będziemy kupowac jedzenia na mieście. Szybki rachunek sumienia i zaczynamy.

Nie ukrywam, że trochę się przygotowałem na taki wyjazd, trochę – jeśli chodzi o suplementy. Zabrałem ze soba ,zielony jęczmien, witaminę C, potas, magnez i kompleks witamin. Buty do biegania i ciuchy do biegania jako pierwsze poleciały do mojej podróznej walizki.

Z racji tego, że wstaje razem z kurami, (czytaj. 6.00) już bez budzika, pierwsze co robiłem to wiadomo – łyżeczka zielonego jeczmienia, z 1 gramem witaminy C i połową soku z cytryny. Zalana wodą i do dzioba, chlup. O toalecie nie będę Wam wspominał, ale odrazu po niej brałem buty do biegania i co drugi dzien robiłem przynajmniej 25 minut łacznego treningu interwałowego. Z racji tego, że dziennie tak wstawałem, w dni nieparzyste byłem tylko biegać, a do tego dorzucałem 12-minutową tabatę. To fajnie nakręca nasz metabolizm na cały dzien, i nawet jeśli nam się zdarzy zjeśc coś zakazanego (jak w moim przypadku – 1kg lodów), to nie musimy się martwić, że to nam się odłoży.

Potem wiadomo – oczekiwanie na otwarcie stołówki.

Jeśli chodzi o pory posiłków – były trzy. Śniadanie pomiędzy 8-10, lunch pomiędzy 12 a 14, deser między 15 a 17 oraz kolacja pomiędzy 18-20. Na tym trzecim – byłem zaledwie raz, bo chciałem spróbowac jak smakują ich desery.

Na śniadanie chyba wszędzie są jajka, warzywa i ser zółty– więc jedno mamy już totalnie z głowy :). Zamiast chleba często brałem ichniejszy omlet na który kładłem ser żółty, żeby zagryzać jajka. Do tego na każdej stołówce znajdziecie dużo warzyw. Ja dodatkowo polubiłem kwaśne mleko z twarogiem i kilkoma owocami – dla smaku i lepszego trawienia.

Lunch – również zawsze było kilka rodzajów mięs (kurczak- starałem sie wybierać udka – mają więcej tłuszczu dzięki czemu dłużej sycą, biała ryba. Mięso mielone – w każdym stopniu). Starałem się, żeby ten posiłek był objętościowo – największy. Głownie z tego powodu, że kolacja była dopiero o 18.

Kolacja – jakoś sobie upodobałem ostatnio węglowodany w porze wieczornej – więc tak też było w tym przypadku. Szczególnie – że chodziłem biegać z samego rana, to wolałem, żeby te węglowodany do rana były już przyswojone. Kucharz zdobył moje serce gdy zaserwował ziemniaki zapiekane z serem żółtym. Do tego – były też tłuste ryby i też kurczak.

Pomimo tego, że jadłem 3 posiłki dziennie – nie byłem głodny.

W opisie hotelu przeczytałem też, że jedzenie było monotonne... Pewnie każdy z nas jak wstaje rano ma jednak do wyboru szwedzki stół, a potem Janusze mowią, że monotonne jedzenie.

Główne zasady:

30 minut przed oraz 30 minut po każdym posiłku – 250ml zimnej wody – taki zabieg również nakręca nasz metabolizm.

Jeśli wchodzisz na stołówkę i masz już ślinkę na poziomie pasa – lepiej zacząć od warzyw. Dzięki temu wstępnie zapchasz żołądek i nie bedziesz musiał jeść na umór.

Małe talerze – sprawdzają się lepiej niż duże – dzięki temu pełny mały talerz a pełny duży talerz wygląda podobnie, ale jednak jest na nim mniej pożywienia.

Jeden dzien – pozwól sobie wtedy na wszystko na co masz ochotę. Dzieki temu nie bedziesz pózniej w domu pluł sobie w twarz, że 'aaaa mogłem to i to zjeść'. Ja sie zatrzymałem na 1kg lodów, 500g chałwy, kilku bułgarskich batonikach, opakowaniu chałwy do smarowania (!) i paczce wafli ryżowych. Na drugi dzien oczywiscie – byłem opuchnięty, jak to zawsze po takiej ilości prostych węglowodanów, ale w następny dzien – już wróciłem do poprzedniego wyglądu. Jednorazowy, spory wyrzut jakiegokolwiek hormonu – czy to kortyzol, czy to insulina jakoś nie psuje nam sylwetki. Ważne ,żeby to był jednorazowy ;)

Nie piłem alkoholu (codziennie). Pamiętajmy o tym, że jedziemy na wczasy wypoczywać, a nie upijać się do nieprzytomności. Najebać to się można kiedy indziej, a co to za sens wrócić w palpitacjach alkoholowych z wakacji?

Jadłem w sumie wszystko na co miałem ochotę na stołówce, przynajmniej ,żeby spróbować po kawałku jak to smakuje. Wystarczy tylko zmienić myślenie z takiego zachłannego, które też przerabiałem czyli:

-Całe jedzenie jest moje! Trzeba je natychmiast zjeść!

na :

-Przecież jedzenie jest zawsze, nie muszę tu i teraz tego jeść.

Unikałem napojów z automatu, piłem tylko wodę, kawę i parzyłem sobie herbaty, mięte, rumianek - wystarczało. Gdybym był jak typowy Janusz, to pewnie ciezko by mi było pić drinki bez nich, ale na szczęście nie jestem :)

Pozatym: 

Dużo sparecuj. Podczas wyjazdu zrobiłem ponad 120km spacerów, lubię spacerować i muszę zawsze wcisnąć swoją stopę w każdy punkt miejsca które odwiedzam :P.

Poniżej propozycje posiłków które ja w tym czasie spożywałem :)

Mam nadzieje, że pomogłem :)

Defakto, waga sprzed wyjazdu – 76.8 ,waga po wyjedzie 77,1 kg :)

Płatki kukurydziane (o zgrozo! skrobia modyfikowana ble ble ble, raz na tydzien można:), z ciepłym mlekiem kozim + ser kozi, dżem i morele.


Jajka maczane w miodzie (FANABERIA!), omlet, ser żółty i pomidory :)


Ichniejsza kiełbasa z serem zółtym, kapusta czerwona, bakłażan i to dobre coś, którego nazwy i smaku nie pamiętam :P.


Ichniejsza kiełbasa, łyżka ryżu, kurczak i sałatka warzywna :)

Znów omlety z serem (z ciasta filo nazywa się to banica), ser żółty i jajka na twardo.


Bułgarski chłodnik - tatarator, cukinia, kurczak i borkuły.


Pieczone ziemniaki, kebapczety (kiełbaski), kurczak

 

Makrela, pieczone ziemniaki, sałatka szopska


Jaja (sadzone i na twardo), z dodatkiem ich słonego białego sera, mleka koziego i łyżki dżemu.

Banica, ser zółty oraz jajka


Wątróbka, ryba w panierce, cukinia i sałatka szopska

Fanaberie -  dwa rogaliki maślane z dzemem, jajka, banica, ser żołty i biały. 

Ich kotleciki, ziemniaki , i... zapiekanaka z serem i szynką

Sernik z makaronem, przekonał mnie przypieczony ser na górze :)


Ostani dzien wyjazdu, chyba nie ma tak źle? :)





piątek, 29 lipca 2016

Naleśniki z łososiem, szpinakiem i goudą [lowcarb, redukcja, keto, LCHL]

Naleśniki z łososiem, szpinakiem i goudą [lowcarb, redukcja, keto, LCHL]

Zrobiłem małe porządki w lodówce przed wyjazdem na wczasy, znalazłem szpinak, jarmuż, brzuszki z łososia i owczą goudę. Więc czemu by nie użyć tego ,jako prowiantu na lotnisku ?:)

Składniki 4 naleśniki:

40 g mąki kokosowej
200ml wody
4 jajka
szczypta soli

(Olej kokosowy do smażenia, jednak nawet na teflonie trzeba go troche kapnac, inaczej naleśniki pękają, da się to zauważyć na jednym z obrazków.)

Farsz:

300g szpinaku
50g kefiru (przyda się, żeby zblendować wszystko)
100g jarmużu
100g brzuszków z łososia
100g owczej goudy
4 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Oczywiście najpierw kręcimy ciasto na naleśniki, ma być bardzo lejące. Rozgrzewamy olej kokosowy na patelni i smażymy nasze naleśniki.

W międzyczasie do rozdrabniacza dajemy wszystkie składniki oprócz brzuszków z łososia i owczej goudy – tą drugą trzemy na tarce o dużych oczkach.
Warzywa, kefir, czosnek i przyprawy blendujemy na gładką masę – jarmuż dodaje fajny, intensywny, zielony odcień :).

UWAGA: możliwe że będziesz musiał trochę odsączyć szpinakowy farsz z wody, poniżej masz zdjęcie jak ja sobie z tym poradziłem, chociaż i tak naleśniki lekko nabrały zielonej barwy, przynajmniej nikt ich nie podje bo będzie myślał, że spleśniałe 8-):


Łyżeczką wystarczy, że wybierzesz tą wodę ze środka, zrób tak kilkukrotnie, a optycznie będzie to lepiej wyglądało :).

Rozgrzewamy piekarnik do 180'C.

Układamy wszystko na naleśnikach i zginamy na pół. Papier do pieczenia smarujemy olejem kokosowym i układamy na blasze do pieczenia, a na to naleśniki.

Zapiekamy jeszcze 10 minut, żeby ser się roztopił, potem wszystko do folii i.... można zaczynać długo oczekiwane wakacje :) !

Oczywiście torby jeszcze nie wyciągnałem, a mam wylot za 2 godziny XD

MAKRO: (w jednym)
KCAL: 279
B: 22
W: 3
T: 20



















czwartek, 28 lipca 2016

Własny sos, co pali ryja za 70 groszy [patenty, lowcarb]

Własny sos, co pali ryja za 70 groszy [patenty, lowcarb]

Uwielbiam ostry smak. Jest dla mnie na prawdę zbawienny, a dobre sosy jednak... kosztują krocie.

Wystarczyło, że spojrzałem tylko na etykietę i już wiedziałem, że sam mogę bez problemu taki zrobić :)

Składniki:

15 małych papryczek peperoni (www.badapak.pl)
2 łyżeczki kurkumy
2 łyżeczki pieprzu kajenskiego
2 szczypty soli
1 łyżeczka papryczki wędzonej, słodkiej
4 ząbki czosnku
90ml wody.

Wszystko wrzucamy do jednego naczynia i blendujemy na gładką masę. Warto pomielić trochę dłużej, żeby czosnek się dobrze rozdrobnił, bo inaczej możecie mieć problem z wlaniem do buteleczki.

Wszystko zostawiamy w tej butelce na 5 dni, i ... gotowe :)

Zamiast 16 zł za sos, płacimy tylko 70 groszy.  

Wiem, wiem. Stół ujebany.


Nie rozwalajacy się mintaj [LC, keto, redukcja]

Nie rozwalajacy się mintaj [LC, keto, redukcja]

Wszyscy to znamy. Kupujemy rybę w mrożonym, płacimy 17zł za kilogram, a gdy dajemy ją na wagę po rozmrożeniu - pół kilo gdzieś nam wyparowywuje.

Drugi atak wściekłości mamy dając rybę na patelnie, przeważnie się rozwala na drobny mak, albo całość na patelni strzela jak rewolucjoniści.

Mam pewien patent, na to :)

Wystarczy zamiast mintaja za 17zł/ kilo w markecie, poszukać dobrego rybnego sklepu - który nam zaoferuje mintaja bez glazury. Wygląda on, jak z obrazka gazetki promocyjnej hipermarketu. Fakt, faktem - cena może troche zniechęcić, bo jest on w cenie 26zł/kilo. Ale...

Prosta matematyka.

Ryba za 17zł to w połowie woda. Ryba bez glaruzy ma maksymalnie 20 gram różnicy po rozmrożeniu.

Jeśli chcemy uzyskać kilogram tej pierwszej, to musimy wyłożyć 34zł. Wnioski nasuwają się same :).

Po drugie, pieprz cytrynowy - który idealnie komponuje się z rybami.

Wystarczy rozłożyć je tak, jak na obrazkach poniżej - po czym posmarować tylko warstwa soli i pieprzu, i następnie zawinąć w rolmopsy, używając wykałaczki. Wsadzić na folię aluminiową i do piekarnika na 20 minut w temperaturze 180'C z termoobiegiem. Zauważyłem, że ta temperatura jest idealna do wszystkich wypieków, niebawem podważe ten mit - przetapiając kowadło 8-)

Mintaj jest stosunkową chudą rybą - 100g ma jakieś 70 kcal z czego 17 g białka i 1g tłuszczu. Idealne po treningu :).