piątek, 10 lutego 2017

TOP 12 błędów, które popełniasz na siłowni i wkoło niej a nie jesteś tego świadomy. [ARTYKUŁ]

TOP 12 błędów, które popełniasz na siłowni i wkoło niej a nie jesteś tego świadomy. [ARTYKUŁ]



Jeśteś nowy na siłowni i jedyna Twoja edukacja to kanały na youtube, fora sportowe – na której siedzą sami gimnazjaliści, i słuchanie największego na siłowni. Wstydzisz się podejść do kogoś i zapytać, albo najlepiej by było uczęszczać na siłownie o 5.00 kiedy nikogo nie ma. Nawet sprzątaczek. Po miesiącu wyrzeczeń wchodzisz na wagę a tam... 1 kg więcej. No i koniec, żegnaj ryżu i brokuły, witajcie tabliczko Milki Oreo o arkuszu A4.

  1. Złe używanie sprzętów do treningów:

To bardzo popularny błąd, jeśli chodzimy sami to często (nieświadomie) robimy błedy. Głównie sięto bierze z tego, że człowiek ma w sobie gen odpowiedzialny za obieranie najłatwiejszej drogi do sukcesu. Niestety – w wielu przypadkach ona po prostu nie działa. Najczęściej widuje błędy wynikające ze złego zakresu ruchu (głównie uginanie sztangi stojąc, wznosy barków bokiem), jak i nie odpowiedniej pozycji (wiosłowanie sztangą, wyciskanie leżac, maraton po bieżni pod nachyleniem). Niżej dodaje zdjęcie, jak czasem to wygląda:



  1. Banany i ryż od razu po treningu:

Tutaj też często występuje problem. Wynika on głównie z tego, że po internetowych forach długo utrzymuje się mit o tym, żeby uzupełniać glikogen zaraz po treningu .Niestety w świecie rzeczywistym jest tak, że bo srogim wysiłku niestety nasz organizm jest w takim szoku, że nawet nie wie co je, i równie dobrze strawiłby roladę z ołowiu z nadzieniem azbestowym. Po odpowiednim treningu chce się wymiotować, a nie jeść. Druga sprawa – to samo tyczy się picia białek po treningu. Gdyby to było takie ważne, i rzeczywiście wprowadzilibyśmy się w srogi katabolizm to organizm umierałby po treningu, a nie wywoływał uśmiech na twarzy.

Więc co robić po treningu? Ja osobiście znalazłem złoty środek w formie dwóch suplementów.

Jakich?

Witamina C oraz elektrolity (bezglukozowe). Podczas wysiłku tracimy dużo witamin, dużo sodu, magnezu, potasu i wody. I moim zdaniem te kilka rzeczy jest najważniejsze po treningu. Nie ma drugiego takiego sumplementu który lepiej będzie na nas działał, jak własnie te elektorlity, woda i witaminy :).

  1. Robienie tylko cardio

Gdy uczęszczacie na siłownie, często w oczy rzucają sięosoby które robią ciagle jedna rzecz. Przeważnie jest to rowerek stacjonarny, który jest według niektórych: najbardziej leniwym sposobem cardio. Ludzie sugerują się bardzo licznikiem kalorii, w które większosc maszyn jest wyposażona. Nie stety – organizm bardzo szybko się przyzwyczaja do wszelakich aktywności, substancji, i jednak te weszystkie rzeczy trzeba odpowiednio modyfikować, żeby przynosiły efekt. Jeśli bedziesz przez rok robić jedno i to samo, z tą samą intensywnośćią, oraz w tym samym czasie, po roku nie będzie to już robić na Twoim organizmie znaczenia. Teraz się nie ma co dziwić, dlaczego ta cudowna Grażynka przez rok wygląda tak samo.

  1. Podążanie za nieopowiednimi nurtami

Pylometria, stabilizacja, piłki, trx, crossfit bla bla bla.

Większości z Was takie treningi nie są potrzebne, ponieważ będąc świetnym ojcem pracującym na koparce, albo cudowną matką dwójki dzieci pracującą w ZUS-ie, ponieważ nigdy ich nie wykorzystacie. Wykorzysta to lepiej rynek, który chętnie przygarnie każdą złotówkę. Wszystkie te rzeczy są wspaniałe, ale jeśli chodzi o dodatek do aktywności, nie jako baza. Urozmaicać wszystko jest pięknym zwyczajem :).



  1. Korzystanie z diet ogólnodostępnych (od kolegi, dostępnych w 'Przyjaciółce', na internecie, oraz gotowców wysyłanych przez trenerów.
Dukan, kopenhaska, rano jajka, potem osiem razy kurczak z ryzem i fasolką, diety z czasopism za dwa złote.

Dieta powinna być ucharakteryzowana pod danego człowieka . Osoby które wrzucają 'gotowe plany dietetyczne', oraz trenerzy personalni, on-line itp. Którzy wysyłają jeden typ planu żywieniowego powinni zostawać ukamieniowani na śmierć. Ziarenkami piasku. Pojedyńczo.

Na chłopski rozum: Dieta dla osiłka sto trzydzieści kilo nie będzie taka sama jak dla drobnego informatyka który łacznie z ubraniem waży sześćdziesiąc pięć kilo. Ludzie się różnia od siebie: poziomem umięśnienia, aktywnościa, metabolizmem, wrażliwoscią insulinowa, poziomami hormonów, poziomami bakterii jelitowych, budową kości, dźwigni oraz przyczepów.

Według światoej organizacji zdrowia idealna dawka błonnika to 28g. Ale chyba jest różnica w jelitach dwumetrowego kafara, i filigramowej czterdziesto kilowej niewiasty. Takie rzeczy warto uwzględniać. Więc jak macie ochotę się odezwać do jakiegoś znanego celebrytowanego trenera personalnego w sprawie diety i żywienia, to wyślijcie mi potwierdze nie równowartości tej kwoty której zażądał na jakikolwiek dom dziecka lub inną instytucję charytatywną – a wyślę Wam ten sam plan, ponieważ moi podopieczni często wysyłają mi diety swoich poprzednich trenerów.

Równie ż nie powinno się korzystać z kalkulatorów kalorii. Tzn, błednie korzystać. Nie powinno się wyznaczać kalorii na podstawie wagi całego ciała. Ale nie powiem Wam teraz ,jak się to robi – bo wyjawiłbym swój sekret i mógłbym zamknąć Fitkarnik ;).

  1. Korzystanie z maszyn, zamiast ze sztangi

Dużo osób boi się wolnych ciężarów. Bo spadnie, bo zrobi sobie krzywdę, bo coś źle robi.

Więcej krzywdy sobie robicie na maszynach. Dlaczego? Cwićzenia na maszynach są głównie izolowane (pracuje jedna partia mięśniowa), natomiast ćwiczenie wielostawowe – są ćwiczeniami ogólnymi. Przy martwych ciągach, wyciskaniach pracuje praktycznie całe nasze ciało. Palimy więcej kalorii i robimy sobie większy dług tlenowy.

Podczas czterech serii martwego ciągu z ciężarem palimy około 100 kcal. W porównaniu: musielibyśmy robić około dwunastu ćwiczeń na maszynach, żeby osiągnać ten wynik. A ćwiczenia wielostawowe pozwalają nam zrobić dług tlenowy- czyli dzięki niemu palimy kalorie nawet po treningu. Jak po interwałach.



  1. Nakładanie tego piankowego wałka na sztangi, czy tam ręcznika czy poduszki.

Fajnie, że w końcu zacząłeś/aś korzystać ze sztangi. Ale nie wiem po co ładujecie te gąbeczki. Wiem, że za pierwszym razem to bolało. Ale zmienia się ułożenie na plecach, ponieważ sztanga nie leży sztywno na kapturach. Masz moje słowo, że po trzecim dniu przysiadów już skóra się przyzwyczai i będzie można dokładać ciężaru :).

  1. Kawa z rana i heja na cardio naczczo.

Kolejny błąd powtarzany pocztą pantoflową. Trening naczczo jest spoko, jeśli używamy protokołu IF (Intermitting Fasting). Wtedy mamy jedno okno żywieniowe, powiedzmy pomiędzy 12 a 20 i w tym przedziale jemy wszystko. Bardzo ten profil odżywiania lubię, ponieważ nie myśli się cały dzień o jedeniu. A posiłki są wielkie i sycące.

Każdy stymulant (w tym kawa, bo z punktu chemii własnie tym jest) powoduje wyrzut kortyzolu. Kortyzol to hormon stresu odpowiedzialny za tracenie tkanki tłuszczowej. Jeśli jest go za dużo (a kawa + jednostajny trening wydolnościowy) powodują jego długi wyrzut. W efekcie czego jesteśmy przemęczeni oraz wyjałowieni. A waga ani drgnie na dół.

  1. Wypociłem, poćwiczyłem więc mogę sobie pozwolić na cheat meal.

To również bardzo poważny błąd. Człowiek staje się wtedy więźniem jedzenia. Można to porównać do alkoholika który tylko czeka aż otworzy flaszkę. To samo się dzieje jeśli będziecie chcieli planować swoje cheat meale. Siedzicie, myslicie ślina już cieknie. To złe podejście. Nie ma co się nagradzać posiłkami, ponieważ jeśli po udanej sesji interwałów spalicie 300 kcal, to zjadając całe ptasie mleczko (dalej się smieję jak ktoś mógł na nim napisać 'sugerowana porcja – cztery kawałki. To tak samo jak zjedzenie łyżeczki masła orzechowego, posiadając kilogram w szafce. Czasem mam wrażenie, że do masła orzechowego jest dodawana kokaina.) Dostarczamy x4 kalorii niż spaliliśmy, a w dodatku blokujemy spalanie tłuszczu.

Bo spalanie tłuszczu to nie jest maraton po bieżni. Tłuszcz podczas zwiększonej temperatury ciała jest przenoszony do wątroby i tam metabolizowany. To długi i żmudny proces, dlatego jeśli zjemy słodycze po treningu, ten szlak zostaje przerwany i tłuszcz wraca na swoje miejsce.



  1. Oglądanie filmików zawodników PRO i sugerowanie się nimi

Zawodnicy PRO, robiący gigantserie, superserie, dropsety czy coś innego to dalej zawodnicy PRO. Trenują od kilkunastu lat i na prawdę ciężko jest im znaleźć nowy bodzieć w formie treningu. Czterdziesto letni amator sportów siłowych niestety nie potrzebuje takich ćwiczeń, wystarczą mu podstawy i fundamenty treningu oporowego.

Druga sprawa, co by nie było: tacy zawodnicy są ciągle na sporej ilości środków anaboliczno-andrognennych. Co prawda żaden z nich sie nie przyzna, do tego. Żyjemy w dziwnym świecie, w którym ktoś prędzej przyzna się , że zażywa nakrotyk niż ,że bierze sterydy :(.

Dlatego:




  1. Nie odpowiedni ciezar = brak progresu.

Nie raz widuje chłopaczków z dużym potensjałem którzy jednak nie wykorzystują pełni swoich mięsni. Faceci robiący przysiady z sześciesięciokilogramowym obciązeniem to już norma. Jeśli nie będziesz robił treningu na 90% nigdy nie będziesz miał przyrostów. Śmiać mi się chce później, ponieważ moje poodpieczne dzwigają wiećej ciężaru od niektórych facetów.



  1. Wymienianie posiłków.

Kolejny bład. Wymieniając profil żywieniowy (np. Z wysokowęglowodanowego na diete tłuszczową), zmieniamy również szlak metaboliczny. Organizm oducza się korzystania z cukrów (tia, ziemniaki, kasza itp. To z punktu widzenia chemii też cukry). A zaczyna korzystać z tłuszczów. Jeśli po tygodniu, mamy ochotę na loda i zamienimy go z posiłkiem białkowo-tłuszczowym – to niestety: zaczniemy odwracać ten proces i dzięki temu znów jesteśmy w przysłowiowej- dupie.

Również jedzać śmieci, ma sięwięcej ochoty na śmieci. Tak niestety działa to wszystko z poziomu biochemii.



PODSUMOWANIE:


Jeżeli chcesz poprawić swoje błedy wynikające z błedów które tutaj znalazłeś i niestety – zdarza Ci sięz nich korzystać – napisz mi prywatną wiadomość poprzez FB (facebook.com/fitkarnik ) albo napisz mi wiadomiość e-mail (fitkarnik@gmail.com , kontakt.fitkarnik@gmail.com ). Razem znajdziemy Twoje błedy, i sprawimy, że trening oraz Twoje wyżeczenia i katorgii zamienią się w pasję i przyjemość :).  

środa, 8 lutego 2017

Jak gotować jajka, żeby nie pękały [ARTYKUŁ] (bez glutenu, bez mąki, jajka, żeby, nie pękały)

Jak gotować jajka, żeby nie pękały [ARTYKUŁ] (bez glutenu, bez mąki, jajka, żeby, nie pękały)

Pewnie wielokrotnie ktoś z Was gotując jajka na twardo, czy na miękko darł się w niebogłosy. Jajka lubią pękać, całość wylewa się od razu do wody, i tworzy coś na wzór wosku z znanych nam andrzejkowych wróżb. Znalazłem sposbób dzięki któremu będzie można cieszyć się jajkiem (w całości).

Po pierwsze jajko pęka poprzez różnicę temperatur, w lodówce osiąga ono temperaturę 2-3'C a woda gotuje się w jednak 50x większej temperaturze.

Pierwsze co robimy – to wyciągamy jajka tak, żeby osiągneły temperaturę pokojową. Następnie trzeba je nakłuć. Można to zrobić takim wynalazkiem które widać na zdjęciu, jednak Aliexpress przychodzi nam z pomocą (można też biegać po sklepach 'wszystko za 3 zł', ale chyba wolę czekać miesiąc na przesyłkę https://pl.aliexpress.com/item/New-Brand-Egg-Piercer-Pricker-With-Lock-Kitchen-Craft-Essential-Gadget-K177/32433306231.html?spm=2114.13010608.0.0.06bqAa)

LISTA PRODUKTÓW:

-Jajka (koniecznie w temperaturze pokojowej)
-Sól
-20ml octu jabłkowego

Dlaczego ocet jabłkowy? Idealnie ścina nam pęknięte jajka- dzięki czemu nie wypływają.


Dodajemy sól i ocet do wody, doprowadzamy wodę do wrzenia, i wsadzamy na łyżce jajka. 10 minut od zagotowania i mamy jajko na twardo, 3-5 minut mamy jajko na miękko.




poniedziałek, 6 lutego 2017

Zupa mocy – czyli bulion [zdrowe odżywianie, keto, bulion, zupa, fit, bez mąki, bez glutenu, bez cukru, bez laktozy]

Zupa mocy – czyli bulion [zdrowe odżywianie, keto, bulion, zupa, fit, bez mąki, bez glutenu, bez cukru, bez laktozy]

Wielu z moich podopiecznych pyta się mnie często o rosół. Jednak sam rosół czyli wywar z kawałku mięsa oraz kurczaka nie jest dla mnie zbyt atrakcyjny. Często zostaje on wzmocniony smakowo poprzez kostki rosołowe, czy maggi.

Mam lepszą alternatywę, co prawda czasochłonną, ale ma ze sobą związane duże korzyści zdrowotne. Między innymi dla osób które się odchudzają:
-Dobrze syci, a kolagen zawarty w wywarze pozwala naszej skórze być bardziej naciągniętą, a wiadomo jak wiszaca skóra po redukcji potrafi denerwować ;).
-Wygotowany szpik kostny to kopalnia wartości odżywczych.

O reszcie, przekonacie się sami :).

Potrzebujemy:

-Kości wołowe, wieprzowe. Często można je dostać nawet za darmo na targowisku. Ważne jest to, żeby poinformować sprzedawcę, żeby nam je pociął – żeby szpik kostny był na wierzchu.
-Kurze łapki – 4 szt – prawdziwa kopalnia kolagenu.
-Ocet jabłkowy (20ml)
-Sól i pieprz do smaku.

Taki bulion musi się gotować przynajmniej 24h. Wiem, że to długo, ja gotowałem go z przerwami. Nie lubię zostawiać włączonego gazu kiedy śpię, czy wychodzę z domu. Ważne jest, żeby gotować go na małym ogniu – bo jeśli wywar będzie miał kolor bieli – to jest do wyrzucenia.

Kości podpiekłem w temperaturze 180'C na godzinę, nadaje to dobry smak całemu wywarowi.

Do wody dodajemy ocet jabłkowy, który pozwala nam wyciągnąć wszystkie wartości odżywcze z kości :).

Często trzeba dolewać wody, więc bądzmy na to przygotowani. Na 2h przed końcem gotowania dodajemy kurze łapki, ponieważ inaczej wszystko się strasznie rozgotuje.

Jeśli bulion Wam wyszedł dobry, powinien mieć konsystencję sosu. Taki bulion można śmiało wlać do pojemnika na kostki lodu i później wykorzystywać w miarę potrzeb do sosów. Druga sprawa, jeśli wykonacie go poprawnie – po ostygnięciu i schowaniu do lodówki powinien być tak galeretowaty, że będzie trudno w niego wbić łyżkę ;).

Nie przejmowałbym się w tym przypadku w ogole kaloriami.











sobota, 4 lutego 2017

Trener personalny- którego najlepiej wybrać [ART]

No właśnie? Jak to jest? Doszliśmy do wniosku, że jednak sylwetka która posiadamy nie jest dla nas zbytnio satysfakcjonująca. Postanawiamy ją zmienić, wieć udajemy się do miejskiej siłowni. Tam nawet nie wiemy do czego służą przyrządy, oprócz miotły. Edukujemy się w w internecie, ale jednak nie przynosi nam to zbytniej korzyści, bo ciągle czujemy śmiejący wzrok reszty trenujących. Postanawiamy więc skorzystać z płatnych usług trenera personalego.. A wtedy...

Na początku pozwolicie, że zamienię się trochę w chwalipiętę ;). Od 2010r. Aktywnie startowałem w wielu zawodach sportowych. Głównie były to zawody z trójboju siłowego oraz z wyciskania. Największy sukces odniosłem na Mistrzostwach Polski Juniorek i Juniorów do 20 lat w Wyciskaniu sztangi leżąć, bo po pierwsze pobiłem swój osobisty rekord w cieżaże, i udało mi się zakwalifikować na drugim miejscu.



Od tamtego czasu zaniechałem kariery sportowej, ponieważ znajac polskie realia – nie jest to opłacalne, a nikomu się nie chce realizować sportowo i tylko wkładać w to swoje ciężko zarobione pięniądze. Trzebało z własnej kieszeni sobie zakupić koszulkę do wyciskania, startowe, licencję, nocleg itp. Itd. Niestety w tamtych czasach nie było tak prosto jeśli chodzi o pozyskanie sponsora. Nie było facebooka i YouTUBE i nikt nawet o tym nie myślał.

Sukcesy sportowe:
II-gie miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorek i Juniorów do 20 lat w Wyciskaniu Sztangi leżąc, w kategorii 90kg. (230kg),
II-gie miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorów w Wyciskaniu sztangi leżąc, w kategorii 90kg. (195kg),
I-sze miejsce w Otwartych Mistrzostwach Śląska w Trójboju Siłowym,
I-sze miejsce w Otwartych Mistrzostwach Śląska w kategorii 100kg Junior, w Wyciskaniu Sztangi leżąc,
I-sze miejsce w III Otwartych Mistrzostwach Śląska, dziewcząt i chłopców do lat 18 w Wyciskaniu Sztangi Leżąc,
I-sze miejsce w Mistrzostwach Śląska w Trójboju Siłowym w kat. wagowej 75kg,
I-sze miejsce w Mistrzostwach Szkół Ponadgimnazjalnych w Wyciskaniu Sztangi Leżąc w kategorii -75kg,
II- gie miejsce w Mistrzostwach Szkół Ponadgimnazjalnych w Wyciskaniu Sztangi Leząc w kategorii Open Wilksa.

Nigdy nie kręciło mnie bieganie w okrojonych majtkach po scenie i smarowanie się brązową maścią i suszenie zębów w stronę sędziów, większy talent miałem jeśli chodzi o sporty czysto siłowe, a nie sylwetkowe ;).

Tak więc, jak widzicie – jestem dość długo w branży siłownianej. Pewnie dużo dłużej niż adepci trenerów personalnych których spotkamy na każdym kroku, którzy nie potrafią w dobry sposób nałożyć krążków na sztangę podczas martwego ciągu, żeby nie dzwigać całej sztangi z ziemii (o tym patencie, za jakiś czas na blogu!).

Druga sprawa – korzystam ze sprawdzonych metod. Dieta lowcarb/ketogeniczna jeśli chodzi o moich klientów którzy borykają sięz ich własną nieperfekcją obwodu pasa, dieta o rotacji węglowodanowej (carb rotation) oraz umiejscowienie odpowiednich węglowodanów w odpowiednich porach dniach (carb targeting). Również, zdażają się klienci vege, czy wegetarianie – więc z tym tez nie mam najmniejszego problemu. Wiadomo taki plan żywieniowy wymaga odemnie wyprostowania zwojów mózgu w drugą stronę, ale jak się człowiek odpowiednio skupi to nawet Godzilli mógłby ułożyć plan żywieniowy, żeby nie chodziła głodna.

Jeśli chodzi o trening – sprawdzone metody: Trening oporowy wielostawowy, ćwiczenia dynamiczne (podrzuty, rwania), jednostajny trening wydolnościowy i trening wydolnościowy o zmienionej intensywności. Te patetnty działają odkąd człowiek wynalazł sztangę i krążki. I są niezawodne.

Nie idę za nurtem branży fitness – chodzi głównie o ćwiczenia stabilizacyjne, czy na jakiś piłkach. Boże, boziu, Bożenko – własnie to dzieli trenerów od 'trenerów'. Trener dopasowywuje dany plan pod daną osobę, a 'trener' rzuca nam terminami poznanymi gdzieś tam na jakiś targach czy polskojęzycznych kanałach na YouTUBE. Generalnie treningi personalne to typowa sprzedaż. Mógłbym to porównać do spotkań magicznych garknowców albo kołdrowców, którzy na siłę próbują nam pchać rzeczy nam nie potrzebne i których nie wykorzystamy. Potem często się widzi Grażynki lat pięćdziesiąt, skaczące na piłkach i odrzucające piłki lekarskie. Ciekawe kiedy ktoś wymyśli używanie piłki z rogami jako substytut treningu oporowego. Ja wiem, że sztanga się wrzyna w plecy, na drugi dzień tylko wszystko boli. Ale po dwóch, trzech miesiącach regularnego treningu wasze sylwetki będą się zmieniać, a Grażynki na piłkach... zostaną dalej Grażynkami na piłkach, tylko z dużo szczuplejszym portfelem.

Nie chcę tutaj nikogo negować, czy obrażać. Ale na chłopski rozum: Jak zamawiacie elektryka do przebudowania instalacji elektrycznej na basenie – to zadzwonicie do doświadczonej firmy, czy będziecie stali pod technikum elektrycznym i szukali pierwszej lepszej osoby.

Niestety w dzisiejszych czasach trener personalny to charyzma+ektomorfik+garśćsterydów+karnet u fryzjera. A potem na pytanie: 'Dlaczego mam jeść trzynaście gram oliwy?' i 'Dlaczego mam skakać na tej piłce za 120zł/h' pada odpowiedź: 'Bo tak' ;).

Więc, jak znudziło Wam się już udawanie W-F na piętnastych z rzędu treningach personalnych - zapraszam do konsutacji i na prawdzimy trening który przynosi rezultaty. Pamiętajcie, że jeden trening w moim towarzystwie macie gratis, podczas założenia subskrybcji treningowo-dietetycznych ;). Zapraszam do wysłania prywatnej wiadomości na facebooku (facebook.com/fitkarnik) oraz na maila: fitkarnik@gmail.com


Pomóżmy razem unikać takich sytuacji: 



ANABOLICZNA TARTA [lowcarb, słodycze, legalne słodkości]

ANABOLICZNA TARTA [lowcarb, słodycze, legalne słodkości]

Czasem przyjdzie smak na coś słodkiego. Z moim sposobem, będzie można rozkoszować podniebienie i wcale nie przybierać na wadze :).

Składniki:

2 jaja
50 g mąki kokosowej
30 g kazeina + 100 ml wody
plaster brzoskwini
pół łyżeczki sody oczyszczonej
kakao/karob + cynamon

Przygotowanie:

Jajo wraz z mąką kokosową mieszamy na zwartą masę, Ciasto powinno mieć ciągnącą konsystencję. Wykładamy nią brzegi foremki na muffiny i zapiekamy w temperaturze 180'C na 15 minut. Jak ciasto się już wypiecze – w osobnym naczyniu dajemy kazeinę oraz 100ml wody – powinno nam się zrobić coś na wzór lepkiej papki budynowej którą łądujemy do wydrązonych tart. Całość ozdabiamy brzoskwinią i czym prędzej zjadamy :).










Makro:
KCAL: 344
B: 47
W:3

T:15

piątek, 23 grudnia 2016

[ART} JAK NIE PRZYTYĆ W ŚWIĘTA i przy okazji nie zwariować ;)..

Zdecydowałem się napisać,  mały survivalowy poradnik: jak nie zwariować w święta i przede wszystkim: jak nie PRZYTYĆ w święta.  Ponieważ wielu z Was piszę do mnie wiele wiadomości właśnie o ten okres. Ja sam podczas pierwszej redukcji, dzięki  której zrzuciłem 40 kilogramów.  miałem takie coś, jakby mnie ktoś postawił na krańcu przepaści. Przecież tu zdrowie żywienie, tu się odchudzam, tu paranoje, że przecież znów przytyję, że efekt jo-jo, "GRAŻYNKA DZWOŃ PO KARETKĘ" itp.... 

Teraz minął rok od tego czasu i wiecie co? To była czysta Paranoja. Jeśli trenujesz, i zdrowo się odżywiasz nie ma możliwości, żeby nasz organizm zaczął tyć przez 2-3 dni obżarstwa*

-*zależy też jak wielkiego. Ale takie klasyczne święta oprócz nabraniu trochę wody która po 72 h opuści nas organizm.. 

Są badania dzięki któremu wiemy, że jeśli w jeden dzień zjemy dajmy na to... 10000 kcal więcej niż jest nasze zapotrzebowanie (czyli 5 dni żywieniowych w jeden dzień), i nie będziemy się w ogóle ruszać, to nasza tkanka tłuszczowa zostanie odbudowana niemal natychmiastowo, czyli można przytyć ponad 1 kg czystego tłuszczu. Ale kto normalny (oprócz badań) Je 10000 kcal ponad swoje zapotrzebowanie kaloryczne.... Chyba jeśli komuś jakiś super-dietetyk *vel* gwiazdeczka typu 'Biały SpokojnyOsobnik' rozpisek wkleił przez przypadek dietę przeznaczoną dla wagi 110 kg chłopa, do 60 kg człowieczka który ma 160 cm wzrostu....

Nie wpisałem tutaj celowo typu budowy ciała, bo już zaczynam się dowiadywać z badań, że coś takiego jak (edno,ekto, mezo- morfik), nie powinno być dobrym wyznacznikiem jeśli chodzi o dopasowanie planu żywieniowego. Bardziej wiarygodnym wydaje mi się używanie stopnia wrażliwości insulinowej. Każdy człowiek jest inny i właśnie do każdego człowieka powinien być rozpisany osobny, własny i kompletny*, poruszający każdą chwilę i czynność podczas całego dnia mojego podopiecznego plan żywieniowy. 

*-tak, to właśnie znaczy holistyczny. Ludzie później nie znają słów a ich używają. Tak samo jest z diametralnie - słowo znaczy tyle co 'przebiegający wzdłuż, średnicy, związany z nią, lub krańcowo różny, odmienny i przeciwstawny'. Często słyszę kolegów po fachu  jak mówią 'Panie Antoni, ten dekoder diametralnie zmieni Pana internet na lepszy'**
**-Od kąd wkręciłem się w książki Terry'ego Pratchett'a (ŚWIAT DYSKU<3) zauważyłem, że wypisywanie skrótów myślowych w gwiazdkach jest bardzo poręczne  Przynajmniej dla mnie- jakie jest Wasze zdanie - proszę, odpowiedz komentarzu)

Generalnie zauważyłem u siebie taka jakaś dziwną zależność, pod koniec tamtego roku, w którym pierwszy raz sam osiągnąłem cel który sobie upatrzyłem (zmiana z 110 kg na 70 kg - LINK: https://www.facebook.com/pg/fitkarnik/photos/?tab=album&album_id=1347779838582064 ,Objawia się ona tym, że gdy w mojej głowie pojawia się możliwość zjedzenia nadprogramowego, nie będącego w moim dziennym planie żywieniowym, to wszystkie hamulce zostają poluzowane. Nagle po kawałku ciastka, robię się głodny po 15 minutach. Zachowuje się tak, jakby to całe jedzenie które było dostępne na świecie było tu i teraz, a potem już by go miało nie być. I w głowie nigdy nie miałem,żeby jeden kawałek i koniec. Zawsze przynajmniej do tego jeszcze jakiś baton, bo głodny będę przecież.  To było chore. Człowiek, a raczej mózg człowieka jest taka sprytną i bardzo zdolna do kombinowania maszyną, dzięki której człowiek zawsze wybiera najłatwiejszą ścieżkę wyboru. Dobrze, że tak jest, ponieważ inaczej dalej byśmy się gonili z patykami w lepiankach. 

I gdy znajdzie już tą lukę, to wchodzi w nią pełnym impetem. Najważniejsze to panować nad swoimi myślami, polecam medytację* :). Jest bardzo ciekawa aplikacja INTU LINK: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.medyteusz.android&hl=pl na androida dzięki której można przez siedem dni testowych, zobaczyć o co w tym chodzi. A jeśli to się spodoba to można kontynuować subskrypcję za 35 zl, i to na zawsze, ponieważ aplikacja wchodzi w nasze konto Google  Dzięki czemu dopóki z niego korzystamy- dopóki go mamy. Więc zróbmy sobie prezent na święta - w cenie pół litra whisky, dzięki której moglibyśmy uspokoić myśli i nerwy na jeden wieczór - tutaj mamy prawdopodobnie wieczny spokój.

*A z Medytacji kiedyś się śmiali, jak z  Macka z Klanu w dzieciństwie. A teraz? Sami wiemy jak potoczyły się te dwa losy :). I obydwoje są teraz zauważani i oglądani. 

Generalnie proponuje Moi Mili, abyście spróbowali wszystkim potraw którymi nas będą obdarowywać najbliżsi. Będzie to na tyle mentalnie psychicznie dobre, że wujek Janusz nie będzie nam na chama pchał tego na talerz. Jak mawiał kiedyś Paracelsus "Wszystko jest trucizną, decyduje tylko dawka." I miał tutaj chłop dużo racji. Bo jeśli nei mamy jakiś chorób które powodują ,że organizm atakuje sam siebie* - nie ma co się bać glutenu, laktozy czy nawet tłuszczy trans. Chyba, że mamy jeszcze nadwrażliwość albo alergie np. na orzechy, to też bym nie radził. Wtedy bym się bał ludzi którzy nawet jedli na wiosnę orzechy...

-*Autoimmunologiczne 

Święta to właśnie ten czas, który spędzamy z bliskimi. Na co dzień w natłoku spraw nie jesteśmy w stanie się widywać z naszymi najbliższymi tak często, jak tylko chcemy. Często jest tak, że wychodzimy do pracy rano skoro świt, a wracamy wieczorem jak już jest po Panoramie. Wiadomo - że najlepiej się spędza czas rozmawiając przy jedzeniu, i jakimś napoju. 

-'Mojego serniczka nie chcesz? No wiesz Ty co!' - o babciach nie wspominam, bo to na wstępie przegrana batalia. Lepiej zabrać kawałek i zjeść, albo podrażnić się z babcią dajac ciasto na talerz - wtedy nie będzie nic mówić bo mamy je na talerzu. Nie musicie wiedzieć skąd się tego nauczyłem, z moją przechodziłem prawdziwe psychologiczne batalie i podchody. 

Najlepiej spróbować wszystkiego po trochu. I Najważniejsze: 
Nie wpadać w paranoje. Nie krzyczeć po wejściu do mieszkania w którym odbywa się spotkanie 'NIE NIE, zabierz ten gluten ze stołu przecież JESTEM NA DIECIE *ryki, krzyki, wrzaski*". - róbcie to tylko dla siebie, nie dla publiki :). 

Chociaż mnie najbardziej zawsze denerwowały komentarze typu*: 'Ty jesz takie rzeczy?' czy moje ulubione 'A kiedy Ty będziesz jadł normalne rzeczy'.. Tak jakby człowiek jadł jakieś pseudo kosmiczne wodorosty, albo azbest. Z drugiej strony, to jest takie Polskie. Wyśmiać się, dogadać a potem widząc jak ktoś osiąga sukces, z podkulonym ogonem iść do niego po rady :). 

*-Z pozdrowieniami dla moich bliskich, całej rodziny, oczywiście z babcią na czele i wszystkich znajomych z Call Center w którym pracuje- jesteście kochani :*.

Wagę schować w piwnicy na 4 dni i pozwolić sobie* ,ale z umiarem. Typu jeśli w rozpisce mamy tyle i tyle gram danego produktu. To jak zamienimy sobie posiłki i zjemy 25% więcej niż mamy w rozpisce to wiecie co się stanie?... NIC. Troszkę wodą nas podleje, z racji tego, że węglowodany idealnie absorbują wódę, a potrawy na wigilijnym stole są oczywiście - słone. 

*-Oczywiście nie mówię o jedzeniu całego kawału makowca, oraz połowy hodowli Karpia przy markecie. 

UWAGA: jeśli przed dłuższy okres czasu (3-miesięcy) nie jedliśmy nic pszennego, to lepiej sobie darować, gotowe uszka i pierogi z paczki. 

Nasz żołądek może sobie z nimi po prostu nie poradzić. Po jakimś czasie jak nie dostarczamy jakiegoś pożywienia nasz żołądek czasem sobie 'zapomni' jak wytwarzać odpowiedni enzym w który trawi się dany produkt :). Tak samo jest ,jeśli jemy 'normalnie*' to na początku naszej przygody ze zmienionym profilem energetycznym (zamiast z węglowodanów , korzystamy głównie z tłuszczu i jemy zasadniczo więcej białka niż wcześniej) - możemy przez kilka pierwszych dni czuć dyskomfort po posiłku. Dlatego zalecam moim podopiecznym picie na czczo octu jabłkowego, rozcieńczonego według moich zaleceń- rzadko który ma na samym początku takie problemy. 

*-normalność dla zwykłego szarego kowalskiego, który pracuje w biurze

Jeśli do zależy od nas, lepiej ciasta zamiast mąki pszennej robić np. na mące jaglanej, owsianej, gryczanej, kokosowej. Wystarczy kliknąć w ten link-> http://lmgtfy.com/?q=fit+przepisy+na+bo%C5%BCe+narodzenie

Jedna prosta zasada: Ciasta zawsze wychodzą. Jak się doda np. 40 g karobu, zamiast 40 g kakao, to wyjdzie. Tak samo jest ze słodzikami. Z mąką trzeba czasem kombinować, ale i tak się w końcu uda. Baza przepisów internetowych jest już na tyle rozwinięta, że na pewno znajdziemy odpowiedni przepis, który trafi w nasze gusta :). 
A jak się boicie, że sernik opadnie: to zróbcie z mascarpone, albo Brownie z fasoli też ciekawie rozświetli wigilijny stół. Trzeba tylko trochę kombinować :)

Panierka do ryby/mięs - można użyć zmielonej kaszy jaglanej/gryczanej/otrębów. 

Majonez dobrze zrobić samemu, patrząc na to co jest w dzisiejszych kremach majonezowych to tylko wystarczy je popić płynem do mycia naczyń. Tutaj przepisy: http://durszlak.pl/przepisy-kulinarne/fit-majonez

Mąka jaglana - idealna do makowców, serników.

Owsiana - nadaje kruchości do produktów (babka marmurkowa, o której pisałem na blogu :) ) 

Mąka gryczana jest ok, jeśli chodzi o produkty chlebopodobne, tkz. pseudo-chleby. 

Można również upiec chleb ze zmielonych ziaren słonecznika,dyni  i mąki kokosowej i jajek. 

Najlepiej np. w dzień poprzedzający święta wyrzucić węglowodany z jadłospisu jeśli boimy się o talię ale w dzień poświąteczny - podobnie. Troce ruchu, nie obżeranie się do syta i nie ma prawa, żeby nasza sylwetka na tym ucierpiała. Tak samo, jeśli w wasze plany z walką o wymarzoną sylwetkę wprosiły się zastępy pierników z lukrem, również możecie dwa dni poprzedzające wykluczyć węglowodany, a na ich miejscu w odpowiedniej kaloryce dorzucić tłuszcze.

Raczej unikałbym wszystkich fit przepisów, chlebów bezglutenowych z pszenicy itp. 

Pamiętajcie, że im bardziej śmieciowego żarcia, tym większy apetyt na nie.

A jeśli mamy problem z objadaniem się, lub wiemy, że nasza silna wola jest tylko z nazwy silna. Lub po prostu obudzi się w nas grubas (w każdym czasem się obudzi...):

Garść pistacji lub innych orzechów przed posiłkiem bardzo ostudzi nasze obżeranie się.

Również zaczynanie posiłków od warzyw. 

Lub błonnik witalny przed posiłkiem, rozmieszany z wodą. Tak samo można kombinować z siemieniem lnianym, lub cynamonem w wodzie. 

Jeśli zjedliście coś słodkiego i bijecie się sami z sobą w myślach - polecam kawę z cynamonem. Cynamon naturalnie obniża nam poziom cukru w organizmie, kawa również - poza tym sympatycznie pobudza. Tylko uważajcie bo ciężko się myje szklanki po kawie z nim. 

Tak więc smacznego i Wesołych Świąt moi mili :) !

Mam nadzieje, że dla Wszystkich Was jak i mnie kolejny rok będzie jeszcze lepszy niż ten obecny. Jeśli chodzi o rozwój własny, fizyczny i psychiczny. Bo tylko żyjemy po to, żeby się rozwijać! 

I miejmy nadzieję, że w przyszłym roku znów wszyscy będą czytać kolejne moje wypociny, ale dojdzie on do 2 x większej ilości osób a te osoby które go przeczytają będą w 100% lepszymi wersjami siebie niż teraz :) 


Zdrowych, Wesołych i spokojnych świat Bożego narodzenia :).